You are here
Home > Literatura > Agnieszka Janiszewska: Dzięki pisaniu mogłam przenosić się myślami w zupełnie inne czasy, zwyczaje, rzeczywistość, oderwać się od codzienności

Agnieszka Janiszewska: Dzięki pisaniu mogłam przenosić się myślami w zupełnie inne czasy, zwyczaje, rzeczywistość, oderwać się od codzienności

Nauczycielka historii, która trzy lata temu postanowiła spełnić swoje marzenie i napisać książkę. Od tego czasu wydała kilka powieści, które pokochali czytelnicy. W literaturze odnajduje ukojenie i wyciszenie. Nam opowiedziała o początkach swojej kariery pisarskiej, sposobie pracy i ulubionych książkach.

W Twoich powieściach dominuje wątek przeszłości, historii. Uważasz, że nierozliczona przeszłość determinuje naszą przyszłość?

To zależy, czy mamy na myśli przeszłość narodu, państwa czy też przeszłość rodzinną, prywatną. Jeśli chodzi o szeroko rozumianą historię, czyli przeszłość narodów, państw, wielkich grup społecznych to rzeczywiście – jak wskazuje na to doświadczenie i fakty – nierozliczona przeszłość może – tak na ogół jest – w pewnym momencie upomnieć się o swoje prawa, o prawdę historyczną. Podobnie rzecz się ma z ludźmi, którym na podstawie nieprawdziwych, krzywdzących oskarżeń odebrano dobre imię. Nawet jeśli ci ludzie nie zdołali dożyć zadośćuczynienia , to nie zmienia to faktu, że im się ono należy ,chociażby w sensie moralnym. Przywrócenie bezprawnie odebranego dobrego imienia ma niezaprzeczalnie ogromne znaczenie. Tego domaga się elementarne poczucie sprawiedliwości.

Podobnie sprawy się mają z zafałszowanymi faktami historycznymi. Zresztą w tym przypadku, prawda także w końcu przypomina o sobie, choć w niektórych przypadkach trzeba było na to czekać dziesiątki, a nawet setki lat. Taka jest prawidłowość badania historii – odkrywanie tej prawdy. W przeciwnym wypadku nierozliczona, czy wręcz zakłamana przeszłość może co pewien czas „ odzywać się” w takiej czy innej postaci , kładąc się cieniem na teraźniejszości i przyszłości całych pokoleń. W kwestii sekretów dotyczących przeszłości rodzinnej, sprawa nie musi być już tak jednoznaczna. W tym przypadku bywa, że niektóre z nich nigdy nie wychodzą na jaw. I niekiedy tak jest lepiej. Na przykład w sytuacji, gdy odkrycie jakiejś szczególnie trudnej, bolesnej prawdy mogłoby jedynie wprowadzić zamęt, niepotrzebnie zranić a niczego już nie jest w stanie naprawić. To dotyczy spraw , które nie maja już wpływu na naszą teraźniejszość i przyszłość. Jeśli jednak determinują, jeśli kładą się cieniem na naszych wzajemnych rodzinnych relacjach, to lepiej odkryć ich źródło, poznać przyczyny, dowiedzieć się. Nawet jeśli zaboli, to i tak lepiej poznać prawdę. I oczywiście tak powinno być w każdym przypadku, gdy sprawa dotyczy czyjegoś dobrego imienia, gdy jakąś osobę w rodzinie podejrzewano bądź wręcz przypisano jej coś złego, z czym w gruncie rzeczy nie miała nic wspólnego. Nawet jeśli ta osoba już nie żyje, w dalszym ciągu zasługuje na oczyszczenie z fałszywych zarzutów.

Jesteś nauczycielką historii, ta praca pomaga Ci w pisaniu powieści? Czy może wręcz przeciwnie? Uczniowie czytają Twoje książki?

Praca w szkole stawia przede mną zupełnie inne cele i działania niż pisanie. Wymaga ogromnej aktywności. Pisanie zaś w pewnym sensie wycisza, sprawia, że mentalnie opuszczam wtedy rzeczywistość w jakiej na co dzień funkcjonuję. To jakby inna odsłona mojego życia. Choć z drugiej strony nie da się ukryć, że praca , która daje nam możliwość poznawania różnych osobowości, w której bezustannie otaczają nas ludzie – taka praca pozwala nam spojrzeć na wiele spraw przez pryzmat różnych postaw , poglądów, punktów widzenia. Pomaga także znajomość historii, codzienne – w pewnym sensie – obcowanie z przeszłością.

Historia nie jest, tak jak sądzą niektórzy, wiedzą martwą, zamkniętą, taką, w której wszystko jest już znane, w której niczego więcej już się nie odkryje. Wręcz przeciwnie – co jakiś czas wychodzą na jaw nowe fakty w takiej czy innej sprawie ( także jeśli chodzi o sprawy z naprawdę odległej przeszłości ), odkryty zostaje dokument, czy inne ważne źródło historyczne , które każe nam poddać rewizji prawdy, do tej pory wydawałoby się absolutnie niepodważalne. Każe raz jeszcze zastanowić się nad interpretacją jakiegoś zdarzenia czy oceną danej postaci. Najważniejsze, by dużo czytać. By być na bieżąco z literaturą przedmiotu, śledzić dyskusje toczące się między badaczami . One niekiedy bywają naprawdę bardzo ostre, żywiołowe , ale jakże potrafią się fascynujące. Czy moi uczniowie czytają moje książki? Wiedzą o nich, bo aczkolwiek na terenie szkoły nie prowadzę żadnej promocji, to jednak nie trzymam mojej twórczości w tajemnicy i jeśli ktoś chce, może bez problemu do niej dotrzeć. Tak, niektórzy czytają. I zadają mi pytania. To bardzo miłe, ale nie wpływa na moje obowiązki w szkole.

Jak wygląda u Ciebie proces tworzenia? Masz swoje rytuały?

Specjalnych rytuałów jak dotąd nie mam. Choć z drugiej strony zauważyłam, że zaczynają się u mnie kształtować pewne przyzwyczajenia. Jak do tej pory tak zwany proces tworzenia – w moim przypadku – przebiegał różnie. Najlepiej, najswobodniej pisało mi się moją pierwszą powieść „ Szepty i tajemnice”, choć obiektywnie rzecz ujmując okoliczności w jakich powstawała, niespecjalnie temu służyły. Miałam mnóstwo innych zajęć i absorbujących mnie spraw, toteż pisałam przeważnie w nocy. Mimo to bardzo dobrze wspominam tamten okres. Dzięki pisaniu mogłam przenosić się myślami w zupełnie inne czasy, zwyczaje, rzeczywistość, oderwać się od codzienności. Czasami oczywiście musiałam zatrzymać akcję, przemyśleć jej dalszy ciąg i losy bohaterów, ale tak czy inaczej pomysłów mi nie brakowało. Przestojów nie było. Proces pisania przebiegał płynnie, a ja byłam pełna entuzjazmu i radości. W ogóle nie czułam zmęczenia. To było cudowne przeżycie, zawsze to będę powtarzać. Bardzo zżyłam się z bohaterami i naprawdę było mi smutno, kiedy zakończyłam książkę i musiałam się z nimi pożegnać.

Pewnie dlatego pisanie kolejnej powieści „ Alei starych topoli” szło mi z początku z oporami. Przez pewien czas wciąż „ wracali do mnie” bohaterowie „ Szeptów i tajemnic”. Potrzebowałam czasu, by oswoić się z zupełnie innymi kreacjami i nawet w połowie książki zdecydowałam, że muszę zacząć pisać „ Aleję…” od początku. To zresztą mi pomogło, bo wreszcie „zobaczyłam” i polubiłam jej bohaterów tak, że nareszcie stali mi się tak bliscy jak postacie wykreowane w poprzedniej powieści. Wreszcie się nimi autentycznie przejęłam, a to – przynajmniej tak się dzieje w moim przypadku – pomaga w pisaniu. Z kolei powieść „ Pamiętam” wymagała ode mnie dużego skupienia i uwagi ze względu na jej strukturę – inną niż w przypadku poprzednich książek. Przeplatają się w niej różne plany czasowe, a to wymaga dużej koncentracji ze strony pisarza. Lecz oczywiście towarzyszył mi ten sam entuzjazm, znany mi już z pisania poprzednich książek. Każda kolejna wiąże się też z pewnym stresem – aby nie zawieść czytelników, i tych którzy już poznali moją twórczość i tych nowych, którzy dopiero co się o mnie dowiedzieli. Oczywiście, jeśli mówimy o jakimś rytuale, to w trakcie pisania potrzebuję ciszy. Nikt i nic nie może mi w tym czasie przeszkadzać, rozpraszać, dlatego najczęściej piszę wtedy, gdy jestem sama, gdy nie muszę sprawdzać klasówek i innych uczniowskich prac, albo w dni wolne od pracy. Najważniejsze jednak, by każdego dnia poświęcić choć trochę czasu powieści, by napisać choć kilka linijek. Inaczej mogę stracić kontakt z bohaterami i kreowaną akcją, a wtedy łatwo o błędy i nielogiczności w fabule. Najważniejsze by akcja „ szła do przodu” , potem wszystko raz jeszcze czytam i wprowadzam poprawki, eliminuję błędy.

Czytelnicy pokochali Twoją sagę „Aleję starych topoli”. Planujesz jej kontynuację?

Nie planuję kontynuacji żadnej z moich powieści. Mają zamkniętą fabułę, wyraźnie wyartykułowany początek i koniec. Tak samo sprawa się ma z „ Aleją starych topoli”.

Jak zaczęła się Twoja kariera pisarki?

Zaczęłam „ tworzyć” gdy miałam jedenaście lat i do dziś przechowuję zeszyty z moimi pierwszymi „powieściami”. Dawno temu chciałam je zniszczyć, ale moja mama nie dopuściła do tego i dzięki temu mam taką pamiątkę. I wspomnienia. Podczas wakacji spędzanych u dziadków każdego wieczoru czytałam kolejne, napisane „ odcinki” mojej siostrze i kuzynce i one naprawdę chciały tego słuchać. Kontynuowałam pisanie w czasach licealnych, a wiernymi czytelniczkami moich rękopisów były moje koleżanki z klasy. Podczas studiów doszłam jednak do wniosku, że pisanie do szuflady nie ma sensu, życie stawia konkretne wymagania, czas zejść z obłoków na ziemię. I dopiero trzy lata temu ( a więc po naprawdę dużej przerwie) przeglądając moje stare rękopisy, nagle zapragnęłam do tego wrócić. Napisać dużą powieść. Zarys pomysłu miałam w głowie od pewnego czasu – bowiem w wolnych chwilach podobnie jak w czasach dzieciństwa i wczesnej młodości, lubiłam tworzyć w myślach różne fabuły, historie. Jednak przez lata kończyło się tylko na grze wyobraźni. Nie wierzyłam, że uda mi się zrealizować to marzenie i wydać powieść.

Mimo to właśnie wtedy, trzy lata temu – dokładnie pamiętam ten moment – postanowiłam, że spróbuję ją napisać. I spróbuje zainteresować nią jakieś wydawnictwo. Nie miałam dużego pojęcia o rynku wydawniczym, jednak zdawałam sobie sprawę, że może nie być łatwo zrealizować takie marzenie. W każdym postanowiłam pisać, choćby dla siebie. I udało się wydać tę powieść, a potem następne. Marzenie się spełniło.

Jakie tytułu poleciłabyś naszym Czytelnikom na jesienne wieczory?

Lubię powieści obyczajowe, ale takie, w których akcja toczy się niespiesznie, gdzie nie ma natłoku dialogów,  jest czas na pewne przemyślenia. Wiem, ze nie wszyscy przepadają za takim gatunkiem, ale mogłabym polecić powieści Susan Howatch np „ Cashelmara” lub „ Bogaci są różni”. Zachwyciła mnie także „ Rebeka” i „ Pani de Winter” Daphne du Maurier. A może klasyka w postaci twórczości Emily i Charlotte Bronte? „ Dziwne losy Jane Eyre” i „ Wichrowe Wzgórza” nie przestają mnie zachwycać. Chętnie też wracam do „ Laki” Bolesława Prusa. Myślę także o „ Łuku triumfalnym” Ericha Marii Remarque. A jeśli ktoś lubi kryminały, przy których paradoksalnie można jednak odpocząć po ciężkim dniu pracy, to z czystym sumieniem poleciłabym twórczość Charlotte Link.

Wiem, że wybór jakiego tu dokonałam może się niektórym wydać chaotyczny, ale literatura polska i światowa oferuje nam takie bogactwo, że naprawdę trudno zrobić to w sposób bardziej uporządkowany. I zawsze towarzyszy mi refleksja, że mogłam przeoczyć naprawdę wielkie i wartościowe dzieło.

Przeczytaj również: Grażyna Jeromin-Gałuszka: Człowiek zawsze będzie poszukiwał swojego „ja”.

Dodaj komentarz

Top