You are here
Home > Miejsca > Krzysztof Baraniak: Tatromaniak to nie suche liczby na Facebooku, ale przede wszystkim ludzie o podobnej pasji

Krzysztof Baraniak: Tatromaniak to nie suche liczby na Facebooku, ale przede wszystkim ludzie o podobnej pasji

Kim jest twórca najbardziej popularnego portalu o Tatrach? Jak wygląda jego praca? Co czuje, kiedy jest w górach? O czym marzy?

Fot. Grzegorz Pastuszak
Kiedy zakładałeś Tatromaniaka spodziewałeś się, że strona ta zyska aż taką popularność?
Spodziewałem się, że miłośników Tatr jest w Polsce wielu, jednak ogrom tego zjawiska zdecydowanie mnie zaskoczył. Dla mnie obecna popularność strony to duża nobilitacja – świadczy bowiem o tym, że ludzie doceniają sposób jej prowadzenia i wykonywaną przeze mnie każdego dnia pracę. Jestem za to wdzięczny.
Dziś Tatromaniak łączy miłośników gór. Już w kwietniu spotkacie się po raz szósty. Co czujesz podczas tych zlotów? (informacje na temat zlotu znajdziesz tutaj).
Zloty Tatromaniaków to przełożenie „znajomości” wirtualnej na rzeczywistość. Czym innym jest konwersowanie z ludźmi w sieci, czym innym zaś spotkanie w rzeczywistości, uściśnięcie dłoni, pożartowanie na żywo. Dla mnie to duża radość, potwierdzenie tego, że Tatromaniak to nie suche liczby na Facebooku, a przede wszystkim ludzie o podobnej pasji.
Jak wygląda Twoja praca nad Tatromaniakiem? To zajęcie na pełen etat?
Pod względem ilości pracy nad portalem, zdecydowanie jest to praca na pełen etat. Właściwie powinny nad tym pracować co najmniej 2-3 osoby. Pod względem finansowym bywa jednak różnie, do tego dochodzą wysokie koszty utrzymania pracownika przy obowiązujących w Polsce zasadach. Skutkuje to tym, że całość od strony merytorycznej ogarniam sam. Dodatkowo prowadzę działalność fotograficzną, zajmując się fotografią ślubną i krajobrazową. Roboty sporo, ale ja w żadnym wypadku nie narzekam i mam nadzieję, że ewentualne braki kadrowe nie przekładają się na poziom serwisu.
Cała Polska żyła wyprawą Mackiewicza i Revol. To był bardzo trudny czas, w Internecie można było spotkać zarówno piękne przejawy empatii i wsparcia, jak i okropne, krzywdzące komentarze. Jakie emocje Ci wtedy towarzyszyły?
Takie historie to zawsze pożywka dla mediów, zwłaszcza tych nie zajmujących się na co dzień tematyką górską. Wszelkie tragedie dobrze się „sprzedają”, to wiadomo nie od dziś. Nie bez przyczyny w ogólnopolskich mediach nie usłyszymy zwykle o ciekawych tatrzańskich przejściach, o śmiertelnym wypadku natomiast zawsze. Poziom zarówno tych relacji, jak i zamieszczanych pod nimi komentarzy bywa bardzo różny. Podczas tych 2-3 dni wydarzeń na Nanga Parbat siedziałem przy komputerze praktycznie bez przerwy. Chciałem, by w całym tym ogólnym krzyku Tatromaniak był przede wszystkim źródłem rzetelnych, wyważonych informacji. Nie mnie oceniać na ile to się udało, ale z pewnością było to trudne zadanie, wymagające wzmożonej uwagi i dobrego smaku.
Fot.Krzysztof Baraniak
Za co kochasz góry?
Za to, że mogę w nich odpocząć, poczuć się wolno. Za to, że uczą dystansu do małych problemów. Wreszcie za to, że dostarczają mi tylu wrażeń estetycznych i są bodaj najbardziej wdzięcznym dla mnie tematem fotograficznym.
Opowiedz, jak ta miłość się narodziła? Kiedy zdobywałeś pierwsze szczyty? Czy tu o szczyty w ogóle chodzi?
Tak naprawdę góry zaczęły bardziej fascynować mnie około 10 lat temu. Zdecydowanie nie o szczyty tu chodzi, zwłaszcza że sam zdobywam ich znacznie mniej, niż bym chciał. Niestety, mieszkanie niemal 400 km od Tatr, obowiązki zawodowe i chęć spędzania czasu z bliskimi skutecznie ograniczają moje górskie podboje. Często bywa tak, że jak już jadę w Tatry, jest to związane z pracą – organizuję zlot, odbywam spotkania, fotografuję ślub czy robię sesje ślubne. Nie muszę jednak siedzieć na szczycie Rysów, by cieszyć się górami. Czasami wystarczy polanka w Gliczarowie Górnym, cisza, świeże powietrze i ładna panorama przed oczami. Zamiast narzekać na to, gdzie nie mogę być, wolę cieszyć się tym, gdzie jestem.
Fot. K. Baraniak
Fot. K. Baraniak
Fot. K. Baraniak
Masz swoje ulubione miejsce w Tatrach?
Wyjdzie banalnie, ale chyba jednak jest to wejście na Halę Gąsienicową, szczególnie wczesnym rankiem. Ze względów widokowych bardzo lubię grań pomiędzy Kasprowym Wierchem a Czerwonymi Wierchami. Szukającym spokoju polecę natomiast Dolinę Białej Wody, położoną o krok od granicy, przez wielu uznawaną za najpiękniejszą dolinę całych Tatr.
Jakie masz plany, marzenia?
Plany? Rozwijać Tatromaniaka i prowadzić go na przyzwoitym poziomie. Marzenia mam przyziemne – do szczęścia potrzebuję tylko zdrowia własnego i moich bliskich. Pozostałe sprawy zawsze można jakoś załatwić.
Autorem zdjęcia głównego jest Grzegorza Pastuszak.

4 thoughts on “Krzysztof Baraniak: Tatromaniak to nie suche liczby na Facebooku, ale przede wszystkim ludzie o podobnej pasji

Dodaj komentarz

Top