You are here
Home > Sztuka/design > Małgorzata Jabłońska: Sztuka ma dawać ukojenie. Pomóc odnaleźć drogę do siebie

Małgorzata Jabłońska: Sztuka ma dawać ukojenie. Pomóc odnaleźć drogę do siebie

Jak rodzą się artyści? Poznajcie historię Małgorzaty, jej wyjątkowe podejście do sztuki, technikę, która wymyka się wszelkim definicjom.

Sztuka to dla mnie…..
Zawsze lubiłam „ładne” – ubrania, meble, koleżanki, kwiaty. Jako dziecko spędzałam każde wakacje u babci na wsi. Karmiłam kurczęta, zbierałam szyszki do parnika, zamiatałam podwórze, zachwycałam się łanami zbóż i upajającym zapachem róż rosnących pod rozłożystym kasztanowcem. Raj, po prostu raj. Natura była na wyciągnięcie ręki. Współgrałam z nią. Najpiękniejszym moim wspomnieniem jest spacer po miedzy, między dwoma polami żyta. Miałam 5 lub 6 lat. Szłam z rozłożonymi szeroko rękami, a dojrzewające kłosy muskały mi ręce, lekko łaskocząc. Lipiec. Upał. Słoneczny żar lał się z nieba, a skowronki śpiewały swą pieśń. ABSOLUTNE poczucie szczęścia i przynależności do świata. Mimo że byłam jedynaczką, w tamtym momencie nie odczuwałam samotności. Samotność włączała mi się zawsze paradoksalnie w szkole, wśród dzieci i w domu, wśród dorosłych. Tam wtedy między polami, to było SZCZĘŚCIE – pamiętam swój uśmiech, promienie słońca na twarzy, lekkość w sercu. Wiedziałam, że jestem na swoim miejscu. Bezpieczna. I teraz, obecnie kiedy mam nie najlepszy dzień, odwołuję się do tego właśnie wspomnienia. Ono ustawia mnie na moich właściwych torach życia. Dlatego też tworzę w absolutnym poczuciu szczęścia. Kiedy jestem w dobrym nastroju, zadowolona, wypoczęta. Zasada „im gorzej tym lepiej” w moim przypadku nie działa. Bo ja nie działam, kiedy mi jest źle. Nie tworzę. Nie mam wtedy innym nic do przekazania. W ludziach bardzo łatwo jest poruszyć strunę smutku, cierpienia, dramatu czy nienawiści. Jestem jak najdalsza od takich działań. Sztuka to osobiste doświadczenie, zaraźliwe energetycznie – jak dżuma. Wszystko jest energią, więc ma wpływ na siebie nawzajem. Energii nie widzimy, tylko odczuwamy skutki jej działania. Sztuka to energia, która działa na innych, więc tworzę, kreuję to, czym chcę podzielić się z innymi w stanie radości, zadowolenia, szczęścia. Tuż po studiach zrobiłam jedną wystawę pt. Autoportrety, na której nie było mojej maski (odlewy gipsowe) tylko tych, którzy mieli wpływ na kształtowanie mojego życia. Wybrałam tylko tych (podświadomie), którzy wnosili do mojego życia radość, miłość, a darowali mi rozterki i dramaty.
Dochodzę do wniosku, że uprawiam sztukę PROPAGANDOWĄ, tylko przedmiot propagandy w dzisiejszych czasach jest niecodzienny. Propaguję harmonię, szczęście, szeroko pojętą miłość i balans. Sztuka oparta na szoku, demotywacji sensorycznej łamie osobowość odbiorcy, zmusza go do zajmowania się jakimiś ideami. Przestrasza go. Jest on więc świetnym materiałem do manipulacji jakiejkolwiek np.: kup na uspokojenie…..itd. Człowieka zrównoważonego wewnętrznie, szczęśliwego, nie ma możliwości zarazić jakąkolwiek ideą, która z nim nie współgra. Człowiek szczęśliwy, zgodny ze sobą, pogodzony ze sobą, bez wewnętrznego konfliktu nie da się wciągnąć w konflikt zewnętrzny. Jest blisko siebie samego, jest ze sobą zaprzyjaźniony. Mnie osobiście bardzo zależy na tym, aby to co robię, harmonizowało otaczający mnie świat. Myślę, że wynika to z odpowiedzialności za poglądy, słowa, czyny. Artysta to typ dość zaraźliwy. Popatrzmy na muzyków, wokalistów. Ileż ludzi potem śpiewa ich teksty, odtwarza muzykę. To samo z obrazem. To energia, której nie można zniszczyć. Powołana na świat JEST. Każdy ludzki wytwór działa na innych czy inni sobie tego życzą czy nie. Taka kosmiczna zasada – jeśli coś zaczniesz, to będzie reakcja na to. Trzeba się zastanawiać nad własną działalnością, bo co siejesz to zbierzesz. Podobne przyciąga podobne. Więc nie mam ambicji straszyć, zapadać w pamięć odbiorcy za pomocą jego przyśpieszonego bicia serca ze strachu, obawy, niepewności. Współcześnie panuje glamouryzacja zbrodni – ślicznie wymalowane porozrywane ludzkie ciała, kobieta malująca obrazy za pomocą własnych torsji itp. Mnie to nie relaksuje. Nie uważam, że sztuka ma pobudzać do myślenia. Od tego jest filozofia i normalne, codzienne życie. Sztuka ma harmonizować nasz świat wewnętrzny, balansować nas ze światem zewnętrznym, przypominać o pięknie, dawać uczucie ulgi, swobodnego oddechu, resetować myśli. Sztuka jest do odczuwania a nie do myślenia. W ogóle nadmierne myślenie, analizowanie szkodzi. Nie nawołuję do bezmyślności. Zwracam tylko uwagę na fakt, że nasze myśli kreują nasze czyny. Nawet tzw. impulsywne działanie jest wynikiem wcześniejszych przemyśleń, doświadczeń. Jeśli panujesz nad swoimi myślami, to świadomie kreujesz swoje życie, swój świat. Zrelaksowany umysł potrafi odróżnić myśli lękowe, wynikające z wewnętrznych blokad i przekonań od prawdziwego zagrożenia.
Dlatego też poprzez swoje obrazy mentalnie „przytulam” odbiorcę, harmonizuję, uspokajam. Sztuka ma dawać ukojenie. Pomóc odnaleźć drogę do siebie. Nie mamy zwyczaju jako populacja/cywilizacja europejska prowadzenia wewnętrznych rozmów ze sobą. O sobie dowiadujemy się od świata zewnętrznego, nie od siebie. Moim zdaniem katastrofa.


Kiedy poczułaś, że jesteś artystką?
Miałam ok. 3 lat, kiedy dorośli z niezwykłym zapałem chwalili mnie za ślicznie narysowane królewny w bardzo ozdobnych sukniach, fryzurach, otoczone niezwykłymi kwiatami. Pokazywałam nowej cioci sąsiadce rysunki i wiedziałam co usłyszę – jakie śliczne/ładne/piękne. Więc potajemnie ślicznym królewnom dorysowywałam wielkie zęby, ostre pazury, ogony. Robiłam z nich potwory, a potem wrzucałam za swoje łóżeczko. Każdej nocy, kiedy zasypiałam, bałam się, że ożyją, wyjdą i mnie zjedzą w jakiś okrutny sposób. Kiedyś nie wytrzymałam napięcia i poprosiłam mamę żeby wyjęła te rysunki i spaliła. Odetchnęłam z ulgą. Ale bardzo świadome odczucie bycia kreatorem, artystą nastąpiła w szpitalu, kiedy urodziłam starszą córkę. Postanowiłam jednak zrobić dodatkowy wysiłek w życiu i skończyć ASP. Bo cóż więcej możesz dać dzieciom niż miłość i piękno? Narodziny drugiej córki tylko potwierdziły ówczesną koncepcję na życie. Duuuużo piękna. O to mi chodziło. I wtedy, i jak się okazuje dzisiaj też.
Twoje prace umykają wszelkim definicjom. Opowiedz o technice, którą stosujesz.
Na Akademię trafiłam  mając już dwoje dzieci, które na co dzień pokazywały mi, że każda moja decyzja, słowo, grymas odciska się na nich. Pokazały, jaki wpływ mam na ich osobowość, pokazały proces kreacji. Nieodwracalny często. Obserwowałam kolejne warstwy mentalne, fizyczne, osobowościowe. I tak na dyplom zrobiłam rzeźbę – siebie złożoną z około tysiąca warstw filcu. Teraz miedzy dwoma szybami nawarstwiam transparentne materiały (jedwabie, organzy, tiule, nylony itp.). Nawarstwiając nasycam kolor, tworzę kształty z czegoś co jest zwiewne, często nieuchwytne. Fascynuje mnie też fakt, że obraz inaczej wygląda na ścianie, jeszcze inaczej powieszony w oknie, a jeszcze inne wartości ukazują się, gdy wisi w wolnej przestrzeni. Widzisz obraz od przodu, ale możesz obejrzeć go od tyłu. Widzisz konstrukcję ramy, inne elementy obrazu wychodzą na pierwszy plan. Pojawia się dwuznaczność awersu do rewersu. Niby to samo. Czy na pewno? I jeszcze poprzez transparentność całości możesz oglądać świat zastany, rzeczywistość, w której wisi obraz. Lubię wieszać je latem w ogrodzie. Świetnie współgrają z naturą. Ważnym elementem integralnym z moimi obrazami jest światło. Sztuczne działa zupełnie inaczej niż naturalne. Obraz w zależności od oświetlenia, ukazuje na pierwszym planie różne elementy. Podświetlony od tyłu ujawnia strukturę, budowę wewnętrzną obrazu. Zanika intensywność koloru, a ukazują się warstwy, które nie zawsze są widoczne w naturalnym oświetleniu. Jeden obraz daje więc wiele możliwości technicznych aranżacji.

Co Cię inspiruje?
Rozmowy z moimi dorosłymi dziećmi, ich świat, tak różny od mojego. W ogóle rozmowy z ludźmi, którzy są daleko od oceny kogokolwiek i czegokolwiek. Przypadkowo usłyszane słowa nieznajomego na ulicy. Słońce też mnie inspiruje, światło, natura. Inspiruje mnie pozytywna, radosna strona życia. RADOŚĆ!!! Radość mnie inspiruje. Piękno. Cudzy talent. Uwielbiam utalentowanych ludzi. W ramach relaksu oglądam programy typu Mam talent. Zachwycający ludzie tam występują, pełni pasji, spełniający się w tym co robią, bez względu na okoliczności. I jeszcze inspirują mnie piękne zachowania, zachowania poza stereotypem. Dla mnie piękny jest kot, który matkuje młodym kurczakom, bo one uznały go za matkę. Piękni są ludzie reagujący na innego człowieka. Mam znajomego, który wychowuje swoją siostrzenicę, bo jego siostra emocjonalnie nie jest do tego zdolna. On ma tylko 30 lat. Od 20 roku życia zajmuje się nie swoim dzieckiem. W ogóle głowę mam nastawioną na budujące zdarzenia. Nauczyłam swoją głowę widzenia korzyści w niekorzystnych sytuacjach. I to też mnie inspiruje.
Nasi Czytelnicy będą mogli wygrać Twój obraz pt. „O co chodzi?”. Każdy z nas zinterpretuje go po swojemu. Chciałabym jednak zapytać, co oznacza on dla Ciebie?
Kiedyś miało miejsce takie zdarzenie. Z ówczesnym moim partnerem byliśmy na działce nad Kanałem Augustowskim. 9.00 rano. Piękny lipcowy poranek. Ja rąbię  gałęzie na wieczorne ognisko, mój partner z córką na pomoście zmywa po śniadaniu. Harmonia, śliczna pogoda, szczęście, zaraz wyruszamy na wycieczkę. I nagle jacyś starsi ludzie po drugiej stronie kanału zaczęli robić nam zdjęcia. Czułam się jak zwierzę w zoo. Oboje odczuliśmy negatywną moc stereotypu. Gdyby on rąbał a ja zmywała, nikt nie zwróciłby na nas uwagi. A jako ludzie jesteśmy pełni nieswoich przekonań, krzywdzących stereotypów. Mój Mietek zupełnie nie potrafi zająć się dzieckiem! – stereotyp. Dziecko tęskni za matką – stereotyp. Itd., itp. Względność sytuacji- to jest w podskórnej warstwie tego obrazu. Kobieta w ciąży tzn. kobieta twórcza też potrzebuje być sama, ze sobą, ze swoimi myślami. Poradniki i prasa instruują kobiety „jak pozwolić mu być sobą, być dzieckiem , jak go zadowolić” itd. Itp. Mężczyzna ma mieć przestrzeń na bycie sobą, a kobieta? Do dzisiaj w wielu polskich domach, każdy ma swoje miejsce – dzieci pokoje, mężczyzna gabinet, a kobieta ? – no właśnie. Każdy w życiu może i powinien się realizować na polu, które mu odpowiada. Jeśli kobieta chce się poświęcać dla rodziny, to powinna to być jej decyzja, a nie wymuszona kulturowo, społecznie, rodzinnie. To jest obraz o tym, że wszyscy jesteśmy z jednej materii i każdy powinien móc mieć czas i przestrzeń dla siebie. Macierzyństwo niedzielone z ojcem dziecka jest żmudne, nudne, męczące i pełne zasadzek. Samotne macierzyństwo jest traumatyczne z powodu jednostronnej odpowiedzialności.
Unikajmy stereotypów. Ten obraz to wizja życia codziennego, która, jak obserwuję wśród młodego pokolenia, staje się powoli rzeczywistością. Czyli drwa narąbane, obiad zrobił partner, bo ja nie lubię gotować, a on i owszem lubił, a ja pojechałam zatankować nasze samochody.
Gdybyś nie była artystką, co byś robiła?
Tańczyłabym na potęgę. Zawodowo. Tańczyłabym i tańczyła i tańczyła. Tak. Tańczyłabym. Ale to też artyzm. Więc tańczyłabym.
Czego możemy Ci życzyć?
Łatwości realizacji wizji szczęśliwego świata w obrazach, bo chętniej robimy to, co płynnie przychodzi. I żebym umiała dotrzeć do ludzi z tą wizją.I partnera do tańca.

Więcej prac Małgorzaty oraz innych artystów znajdziecie na stronie Artvesta.

 

Konkurs!

Mamy dla Was obraz artystki pt. „O co chodzi?”. Jeśli pragniecie stać się jego nowymi właścicielami weźcie udział w konkursie, który organizujemy na naszym Fanapage. Konkurs rusza jeszcze dziś i potrwa do przyszłego czwartku!

Similar Articles

7 thoughts on “Małgorzata Jabłońska: Sztuka ma dawać ukojenie. Pomóc odnaleźć drogę do siebie

  1. Małgosiu, urzekły mnie Twoje słowa, albo może raczej obrazy z dzieciństwa…
    To tak, jakbyś opowiadała o moim poszukiwaniu piękna a łanach zbóż i cudownym zielonym groszku, nawet tym niedojrzałym. Lubiłam chodzić boso po ściernisku, czuć życie pod stopami.
    Pięknie opowiadasz o Pięknie!
    Sztuka, tak jak ludzie którzy ją tworzą, bywa niestereotypowa: gniewna i popędliwa lub serdeczna, instynktownie życzliwa. Energia – o której mówisz – podobnie. W poszukiwaniu sensu własnego jestestwa często gubimy naszą dziecięcą radość odbierania świata. Nie zauważamy piękna natury za betonową ścianą lub przy szalonej autostradzie – ale ono tam jest! Jest dla nas! Dla dużych, dorosłych dzieci o artystycznych duszach i tym niesamowitym, transparentnym widzeniu świata zarówno od strony awersu jak i rewersu.
    Takie są Twoje obrazy Małgosiu!
    Pytanie, dlaczego chciałabym mieć „kawałek czyjejś duszy” na mojej ścianie… cóż, jest to część brakująca mojej, więc razem będziemy stanowić Energię Miłości Świata.
    Ania Liber

  2. A ja powiem prosto, bo ja prosty chłop jestem – super, wywiad profesjonlny a ta pani to artystka! Jakbym mógł to bym się z nią ożenił i codziennie malowałaby mi obrazy

Skomentuj redakcja Anuluj pisanie odpowiedzi

Top